Czyli nasze życie w Eire
Blog > Komentarze do wpisu
Plany planami, a życie życiem




Życie modyfikuje nasze plany i założenia. Miał być instruktor, miało być ileś spokojnych przejażdżek po naszym miasteczku, potem dalej... Miało być. Niestety, nie było.

Dziś byłam zmuszona pojechać do Portlaoise - jakieś 15 mil od nas - żeby zapłacić ubezpieczenie. Pojechaliśmy. Nie było mi łatwo, kurczowo trzymałam się lewej strony, blisko pobocza. Do tego dość mocny deszcz, kałuże. Spanikowałam kilka razy, kiedy nagle samochód wyjechał zza zakrętu i pruł środkiem drogi. Oni tak lubią, ja mniej. Wracając byłam spokojniejsza. Artur namówił mnie jeszcze na dalszy wyjazd po zakupy, a po południu do marketu budowlanego.

Przyznam, że z mężem jeździ mi się fantastycznie. Jest spokojny, nie pokrzykuje, nie kieruje mną, nie próbuje nacisku. Czasem coś podpowie... 


Oczywiście, żeby nie było tak różowo, to zaliczyłam pierwsze lusterko - "skosiłam" facetowi, bo bałam się przeciskać obok ciężarówki. Efekt jest taki, że musimy mu zapłacić, jak już naprawi auto. Wszystko jednak odbyło się w zupełnym spokoju. Skasowane. Ok. Będzie naprawione i będzie ok. 
To mnie trochę nauczyło jazdy przy samym środku drogi, choć wciąż mam obawy.



  
czwartek, 19 listopada 2009, hrabina.ee
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/11/19 19:23:46
Ha - jak ja sobie przypomne moja początki jeżdżenia autem ... Ale to nic po 10 latach potrafie jeszcze wjechać w kogoś ... - przypadek sprzed miesiąca ...oczywiście nieumyśłny !!!
-
2009/11/19 22:54:39
to pierwsze koty za płoty!
co za kierowca bez zarysowanego lakieru? ;-)
-
2009/11/19 23:41:18
Zapraszam do mnie po wyróżnienie :) Pozdrawiam cieplutko :D ;)
-
2009/11/20 08:54:38
Pamiętam jak dwa dni przed ślubem pięknie skasowałam samochód - od lampy przedniej aż po drzwi. Przerażał mnie metraż auta i aby się upewnić,że zmieściłam się na parking obejrzałam się do tyłu,zamiast zerknąć w lusterko...Uderzyłam przodem w barierkę.Samochodem mieliśmy jechac do ślubu(w razie deszczu) więc posypały się na mnie gromy.Potem jeszcze takim rozbitym,pojechałam 15 km do mechanika,który jako jedyny obiecał uwinąć się w dwa dni.A wszystko po to,aby mąż nie zobaczył uszkodzeń(to by go dobiło...)Mechanik zdążył, ale samochód nie był potrzebny,pogoda dopisała...
Czyli u Ciebie też pierwsze koty za płoty...;))Pozdrawiam!!
-
2009/11/20 13:59:11
Jeszcze kilka takich przejażdżek i dojdziesz do wprawy, nie ma się co stresować urwanym lusterkiem, najważniejsze że nikomu nic się nie stało :)
-
2009/11/20 18:09:44
Larysan - po 7 latach przerwy czułam się, jakbym dopiero wsiadła do auta, ale z każdą jazdą jest lepiej, w końcu tego sie nie zapomina, tylko wychodzi z wprawy.

Nie_taka_zła - pewnie, co to za jazda bez rysy. Dodam tylko że Irlandczycy nie przejmują się czymś takim jak wgniecenia nawet. Jeżdżą pokiereszowanymi samochodami.

robotkoweroznosci - dziękuję. byłam wpisałam się.

Słoneczniku - tak, u mnie też już jest po pierwszej przygodzie.

czarciik - na szczęście mój małżonek też jakoś się nie przejmuje takimi detalami. Z góry założył, że na początku będą straty:))



Anka

-
2009/11/21 17:03:20
Jesteś dzielna!
Początki bywają trudne, ale dalej to już z górki :)
Pozdrawiam ciepło.
-
2009/11/21 18:22:24
Splociku - dziękuję. Wiesz, kiedy musisz coś zrobić, to po prostu musisz i koniec. ja nie miałam wielkiego wyboru.

Anka